Płytowe podsumowanie 2024 roku
Wydawało mi się, że w 2024 roku słuchałam mało. Kiedy jednak usiadłam do tworzenia tego podsumowania i zaczęłam wypisywać płyty, które z jakiegoś powodu zostały w mojej pamięci, dotarło do mnie, że jest tego całkiem sporo. Podrzucam Wam więc standardowo moje TOP 10 w kolejności od „najlepszych”, choć to mimo wszystko umowne, bo ciężko porównać ze sobą muzykę z różnych gatunków. Oprócz tego jak zawsze pojawi się też kilka wyróżnień, czyli płyt, które nie zmieściły się w najlepszej dziesiątce, ale moim zdaniem także warto po nie sięgnąć.
No to zaczynajmy!
TOP 10 2024 roku
1. Samara Joy Portrait
Każda płyta Samary Joy krąży gdzieś na moich listach najlepszych w danym roku, ale dopiero na Portrait – moim zdaniem – w pełni uwidocznił się talent tej fantastycznej, młodej wokalistki. W swoim sposobie śpiewanie mocno inspiruje się ona takimi jazzowymi legendami, jak Ella Fitzgerald czy Sarah Vaughan, jednak na nowym albumie zdecydowanie śpiewa własnym głosem. Słychać tu więc wpływy klasyki jazzu, jak i gospel, tak bardzo bliski Samarze od dzieciństwa, ale to wszystko przefiltrowane jest przez jej wrażliwość. Zachwyca mnie energia tej płyty, wspaniałe muzyczne porozumienie między instrumentalistami i wokalistką. Dużo świeżości i ciekawych pomysłów pojawia się też w aranżacjach. Ale przede wszystkim jest głos Samary, dla którego nie ma granic – raz szalejący w improwizacjach, raz aksamitny w balladach. Słuchanie Portrait to po prostu czysta przyjemność, której chyba nie potrzeba analizować. Trzeba słuchać.
2. Sérgio Onze Nós
Ci, którzy czytają trochę moich tekstów, wiedzą, że uwielbiam niskie, mocne męskie głosy. A w muzyce fado takie głosy odpowiadają mi szczególnie. Jeśli jeszcze do pięknego głosu dodamy umiejętność jego prowadzenia i przejmujące interpretacje, powstaje mieszanka, która wywołuje u mnie gęsią skórkę. Właśnie tak czuję się, słuchając debiutanckiego albumu Sérgio Onze. To płyta, która subtelnie łączy nowe kompozycje z fado tradycyjnym. Nie jest to zresztą zaskakujące, kiedy przyjrzeć się jej producentom, bo to przecież jeden z najwybitniejszych współczesnych pieśniarzy fado – Ricardo Ribeiro – i powiązany raczej ze światem popowym (choć rodzinnie bliski także fado) Agir. Nie spodziewajcie się jednak pop-fado. Sérgio Onze trzyma się tradycyjnego brzmienia gitar i pokazuje, że granice fado można rozszerzać bez robienia muzycznych rewolucji. Posłuchajcie tych wspaniałych interpretacji i świetnych kompozycji!
3. Mayra Andrade reEncanto (Live at Union Chapel)
Od wielu lat Mayra Andrade – jedna z największych gwiazd muzyki z Wysp Zielonego Przylądka – mocno skręca stylistycznie w stronę elektronicznego popu. Jej ostatnia studyjna płyta była dla mnie trudna do słuchania. Żałowałam, że cudownie ciepły i momentami szorstki głos Mayry pozostaje jakby schowany pod zbyt gęstą warstwą dźwięków. Dlatego nowy album koncertowy jest dla mnie niczym spełnienie marzeń. Wokalistka zdecydowała się zarejestrować projekt, którego już od dawna można słuchać tu i tam na żywo. Tylko jej głos, gitara (Djodje Almeida) i piosenki, które nareszcie mogą wybrzmieć swoim pięknem. W jednej z zapowiedzi na reEncanto Mayra wspomina, że to okazja do posłuchania jej utworów w takiej formie, w jakiej pierwotnie powstały, bo właśnie z gitarą najczęściej je komponuje. Uwielbiam na tej płycie połączenie delikatnego, niemal intymnego duetowego klimatu z dużą przestrzenią na improwizacje i zabawy dźwiękiem.
4. Esperanza Spalding i Milton Nascimento Milton+esperanza
Powiedzmy to jasno i wyraźnie: każdy nowy album Esperanzy Spalding gwarantuje bardzo wysoką artystyczną jakość. Jej najnowsza płyta to jednak projekt wyjątkowy, bo wokalistka i basistka zaprosiła do niego legendę muzykę brazylijskiej – Miltona Nascimento. Za sprawą tego duetu materiał muzyczny jest tu chyba jeszcze bardziej eklektyczny niż zwykle u Esperanzy. Artystka w nieoczywisty sposób łączy brazylijskie wpływy z nowoczesnym, niełatwym w odbiorze jazzem. Przeplatają się więc piosenki Miltona Nascimento, popowe przeboje, mocniej jazzowe kompozycje klasyków jazzu i samej Esperanzy. Myślę, że nie jest to muzyka, którą kocha się od pierwszego przesłuchania, ale z pewnością to jedna z tych płyt, które ciągle odkrywają przed słuchaczem coś nowego. Warto zanurzyć się w ten kalejdoskop brzmień, stylów, zakręconych harmonii i rytmów. Mnie ta muzyka wciąż fascynuje.
5. Aldina Duarte Metade-Metade
Nie ma w świecie fado drugiej artystki, która konsekwentnie pozostawałaby tak blisko tradycji. Mam wrażenie, że niezwykle blisko jest nawet teraz, kiedy sięga po nowe teksty poetki i raperki – Capicuy, a akompaniament gitar zastępuje czasem fortepianem i… harfą. Metade-Metade to album, który prowokuje do zatrzymania się, do słuchania w ciszy. Śpiew Aldiny Duarte jak zawsze pozbawiony jest ozdobników, ale jak nigdy nasycony jest emocjami i przejmującą melancholią. Brzmieniowa oszczędność muzyki na tej płycie sprawia, że słuchacz może w pełni dać się ponieść plecionej przez artystkę opowieści. Dodatkową głębię całość zyskuje, gdy zna się portugalski, ale interpretacje Aldiny są niezwykle sugestywne. Z całą mocą udowadniają, że nie trzeba znać języka, by poczuć fado.
6. Willow Empathogen
Przyznaję się: do 2024 roku muzyka Willow była mi kompletnie nieznana. A Empathogen okazało się jednym z najbardziej interesujących zeszłorocznych odkryć. Jestem absolutnie zafascynowana tym, jak ta młoda wokalistka potrafiła połączyć nowoczesny pop z nowoczesnym jazzem, dodając jeszcze do tego soulowy vibe. Dużo się na tej płycie dzieje, całość aż kipi energią i emocjami, dla których artystka szuka różnych form wyrazu. Każda piosenka jest doskonale dopracowana kompozycyjnie i aranżacyjnie. Proste pomysły Willow przełamuje nieoczywistą harmonią, nieregularnymi rytmami. Zachwyca mnie wielowarstwowość tego albumu. Myślę, że nieczęsto zdarza się, by artystka tak młoda nagrywała coś tak „swojego”, bez kompromisów i dopasowywania się. Empathogen to wyjątkowy miks młodzieżowej energii z ogromną muzyczną świadomością.
7. Olcay Bayir Tu Gulî
Ta artystka to również moje duże zeszłoroczne odkrycie. Mieszka w Londynie, ale ma korzenie kurdyjskie i w swojej muzyce splata tradycyjne melodie anatolijskie z zachodnim brzmieniem. Znacznie więcej tu jednak nawiązań do tradycji – choćby za sprawą wykorzystanych instrumentów czy sposobu śpiewania Olcay – niż nowoczesności. To pierwsza od dawna płyta z gatunku world music, która naprawdę mnie zaciekawiła. Podoba mi się jej transowość, zdaje się wciągać słuchacza w wir za sprawą powtarzających się tematów muzycznych, miarowego rytmu. Potęguje to również śpiew wokalistki z charakterystycznymi ozdobnikami. To także muzyka, która zmusza do zatrzymania się i oderwania od pędu codzienności. Zdecydowanie łapie uwagę słuchacza, a jednocześnie kojąco kołysze.8. Kurt Elling i Joey Calderazzo Wildflowers vol. 2
W 2024 roku Kurt Elling zdecydował się nagrać spontanicznie dwie krótkie, kameralne płyty. Towarzyszą mu fantastyczni pianiści – na pierwszej Sullivan Fortner, na drugiej Joey Calderazzo. Do tej drugiej wracam szczególnie często. Zachwyca już na poziomie nagrania, bo daje poczucie, jakby wchodziło się gdzieś pomiędzy wokalistę i pianistę, w przechodzącą między nimi energię. A ta energia jest wyjątkowa, ponieważ ich dźwięki uzupełniają się w sposób niezwykle ścisły, są jak jeden organizm. Mogę bez końca słuchać, jak obaj artyści prowadzą frazy i dialogują, bawią się muzyką. Lubię też wokal Kurta Ellinga w takich kameralnych nagraniach, bo mam wrażenie, że dopracowuje wtedy naprawdę brzmienie każdego dźwięku, a każda emocja jest jeszcze mocniej uwypuklona. Sprawdźcie koniecznie, jak brzmi to spontaniczne spotkanie dwójki wybitnych jazzmanów.
9. Yasmin Levy Mujer
Mam wrażenie, że Yasmin Levy dawno nie nagrała płyty, która byłaby tak bardzo kwintesencją jej stylu. Gładko splatają tu wpływy ladino, flamenco i muzyki arabskiej, a na wszystko nałożony jest jakby lekko popowy filtr, który jednak nie ujmuje za bardzo tym piosenkom autentyczności. Nowy album wypełniają cudownie melodyjne kompozycje i aż przerysowany w swej emocjonalności wokal Yasmin. Ale to artystka, która w swojej przesadzie zawsze jest szalenie prawdziwa. Każda smutna piosenka w jej interpretacji dostaje jeszcze większy ciężar, bo Yasmin nigdy nie udaje, że przychodzi po to, by rozbawić publiczność. Wracam do tej muzyki i płynę z nią.
10. Billie Eilish Hit Me Hard And Soft
Wyróżnienia:
- Adam Bałdych i Leszek Możdżer Passacaglia – za wspaniałe współbrzmienie i piękne w swojej prostocie kompozycje
- Pianohooligan Critique of Swing in Two Parts, Pts. 1&2 – za nieustanne muzyczne poszukiwania i własny, niepowtarzalny styl
- Julia Kamińska Sublimacja – za fenomenalne teksty tworzące mocną i bezkompromisową kobiecą opowieść
Komentarze
Prześlij komentarz